Słów kilka o… zachowaniu dzieci i rodziców w miejscach publicznych

W tym wpisie chcę Wam przedstawić mój punkt widzenia na ten temat. Zacznijmy od tego, że dzieci w miejscach publicznych absolutnie mi nie przeszkadzają. To co mi przeszkadza, to brak zainteresowania i jakiejkolwiek reakcji ze strony rodziców na ich niewłaściwe zachowania. Gdy wybieramy się z dzieckiem np. do restauracji to wiadomo, że nie będzie ono siedzieć grzecznie przy stole tak jak my i przysłuchiwać się rozmowie. Będzie chciało pobawić się, pochodzić, pozwiedzać. Nie ma w tym nic złego. Pod warunkiem oczywiście, że nie będzie krzyczało, biegało i przeszkadzało innym. Dużo ostatnio słyszy się o pomysłach na miejsca tylko dla dorosłych. Uważam, że dobrze jakby takie powstały. Nawet sami rodzice, którzy mają akurat „wychodne” i chcą spokojnie coś zjeść, porozmawiać bez krzyków i płaczu, chętnie z takich miejsc skorzystają.

Ostatnio będąc w restauracji, miałam dość nieprzyjemną sytuację. Razem ze mną i moimi znajomymi były również dwie pary z trojgiem dzieci. Miały na oko 7 , 4 i 2 lata. Wszystko było w porządku do momentu, w którym dzieciaki nie zaczęły biegać ( po dość niewielkiej sali) dookoła stolików i trącać nas wszystkich po kolei. Uwierzcie mi, że było to dość irytujące. Patrzyłam na ich rodziców i zastanawiałam się kiedy w końcu oderwą się od rozmowy i zwrócą dzieciom uwagę, żeby zachowywały się trochę ciszej i nie biegały po całej sali. Nie doczekałam się. Może jedynie na „skarbie, nie biegaj tyle, bo będziesz cały spocony”. Odetchnęłam z ulgą jak wyszli, jednak niesmak pozostał.

Kiedyś koleżanka poprosiła mnie, żebym poszła razem z nią i jej synkiem na plac zabaw. Razem z nami była jeszcze mama ze swoimi bliźniakami. Chłopcy zaczęli się wygłupiać i wciągać do zabawy synka koleżanki. W pewnej chwili jeden z nich uderzył go w twarz. Spojrzałam na ich mamę, ale była tak zajęta telefonem, że nawet nie zauważyła jaka sytuacja miała przed chwilą miejsce. Koleżanka machnęła ręką i przytuliła małego. Nie minęło pięć minut, a bliźniaki zaczęły sypać na niego piaskiem. Co na to ich mama? Siedzi i się przygląda. Więc mówię do bliźniaków, że tak robić nie wolno i piaskiem nie sypiemy. A jeden z nich co robi? Pokazuje mi język, a mama siedzi i w ogóle zero reakcji. W końcu koleżanka pyta czy mogłaby jakoś wpłynąć na swoje dzieci, bo niewłaściwie się zachowują. Na co mamusia z uśmiechem na twarzy odpowiada „ale to przecież tylko dzieci”. Po prostu brak słów. Owszem to dzieci, ale uwagę należy im zwracać! Pamiętam, jak kiedyś weszłam do sklepu ze swoim podopiecznym. Zaczął biegać i krzyczeć. Upomniałam go raz, ale to nic nie dało. Postanowiłam więc zostawić zakupy, wyjść z nim na zewnątrz, żeby innym nie przeszkadzać i spokojnie porozmawiać. Wytłumaczyłam mu, że w sklepie są ludzie, którym takie zachowanie może bardzo przeszkadzać, ponieważ przyszli do sklepu, żeby zrobić spokojnie zakupy, a nie wysłuchiwać krzyków. Powiedziałam mu, że może mi pomóc np. wrzucając produkty do koszyka. Poskutkowało. Wróciliśmy i na spokojnie dokończyliśmy zakupy. Oczywiście sytuacje i dzieci są różne i bywa też tak, że maluch rzuca się z płaczem na podłogę, a my stoimy zawstydzeni i nie wiemy co zrobić. Ja w takich momentach biorę dziecko na ręce i staram się szybko wyjść. Wiem jednak, że nie zawsze jest to takie proste, ale trzeba w jakiś sposób na takie zachowania reagować.

Któregoś dnia jadąc metrem byłam świadkiem braku zainteresowania dzieckiem ze strony matki. Na przeciwko mnie jechała młoda kobieta z córką w wózku, na oko dwuletnią. Siedziała z nosem w telefonie, a mała cały czas się wierciła. Widać było, że zaczyna jej się nudzić. Co chwilę próbowała zwrócić na siebie uwagę mamy, zaczepiając ją, mówiąc do niej, uśmiechając się, niestety bez skutku. Trwało to ok. 15 minut. W końcu mała zaczęła się złościć, kopać nogami ( kopnęła też mnie) i krzyczeć. Jedyne co matka do niej powiedziała to „uspokój się” cały czas patrząc w telefon. Po tych słowach dziewczynka zaczęła płakać na dobre. Nie wiem jak to się dalej potoczyło, bo wysiadłam wcześniej niż one, ale takiego zachowania rodzica po prostu nie jestem w stanie zrozumieć. Wiadomo, że są sytuacje, kiedy musimy coś sprawdzić, wysłać ważnego maila lub odpisać szybko na smsa, ale nie zapominajmy o dziecku. Wystarczy spokojnie mu wytłumaczyć, że musimy zrobić coś pilnego i zaraz się nim zajmiemy. A w między czasie dać coś, czym mogłoby się przez chwilę zająć.

Kolejny przykład z tym, że dotyczący przede wszystkim niewłaściwego zachowania dorosłych, a nie dzieci. Właściwie nie wiem jak to nazwać. Bezmyślność? Nie liczenie się z innymi? W zeszłym roku będąc w biurze podróży i szukając jakiejś fajnej oferty na wakacje, pani pokazała mi hotel tylko dla dorosłych. Powiem szczerze, że od razu mi się spodobał, ponieważ po poprzednich wakacjach miałam uraz do hotelowych basenów. Wiecie dlaczego? Większość rodziców do basenu wchodziła z rocznymi dziećmi bez pieluchy! Wybaczcie, jestem w stanie wiele zrozumieć i wytrzymać, ale to już była przesada. Wiadomo, że taki osesek może w każdej chwili się do tej wody zsiusiać. A później ja się w tym basenie kąpie… Są przecież brodziki dla dzieci. Jeśli nie chcecie zakładać im pieluchy to korzystajcie z nich, a nie z dużych basenów (chociaż nie wiem czy innym rodzicom się to spodoba). Nie przeszkadza mi maluch biegający po plaży z gołą pupą ( jednak swojego dziecka nie puściłabym tak na plażę, ale to już temat na inny wpis), ale wchodząc do basenu lub morza droga mamo i drogi tato zakładajcie mu pieluchę!

Mam bardzo dużo zrozumienia dla rodziców, którzy reagują, ale do dzieci niewiele dociera. Wiem, że czasami jest po prostu ciężko zapanować nad takim diabełkiem, ale jak widzę, że rodzic stara się na dziecko jakoś wpłynąć, to wiem, że jest z jego strony jakieś zainteresowanie, jakaś reakcja. Najgorzej jak rodzice w ogóle nie reagują, a zachowanie ich dzieci bardzo przeszkadza innym.

Dlatego drodzy rodzice, szanujmy siebie nawzajem. Zwracajcie uwagę swoim dzieciom, reagujcie na ich niewłaściwie zachowania i sami starajcie się być w porządku wobec innych, a będzie nam się wszystkim lepiej żyło 🙂