Jak się pozbyć smoczka?

 

Wielu rodziców ma problem z odstawieniem dziecka od smoczka. Zastanawiają się jak zrobić to szybko i bezboleśnie. Niektórzy od razu się poddają i właściwie nic nie robią, a inni stosują niewłaściwe metody, które skutkują jedynie niepotrzebnymi nerwami i płaczem. A ze smoczkiem można się bezboleśnie pożegnać. Trzeba tylko wykazać się dużą cierpliwością, konsekwencją oraz starać się zrobić to jak najwcześniej.

Prawda jest taka, że smoczek przestaje być dziecku potrzebny w chwili skończenia przez nie ok. 6 miesiąca życia. Odruch ssania nie jest już tak silny ( a w ciągu kolejnych miesięcy życia całkowicie zanika) i jest to właściwie dobry moment na stopniowe pozbycie się go, ponieważ w późniejszym czasie ssanie przechodzi w nałóg. A im dziecko starsze tym będzie Wam trudniej (jednak nie jest to niemożliwe).

Zacznijmy od negatywnych skutków ssania smoka. Jego długotrwałe używanie skutkuje wadami zgryzu, deformacjami podniebienia, późniejszym rozwojem mowy ( dziecko, które przez cały czas trzyma go w buzi nie komunikuje się z otoczeniem, ponieważ jest zajęte ssaniem). Oczywiście nie dajmy się zwariować i to nie jest tak, że jeśli Wasze dziecko jednak go używa to od razu będzie miało te wszystkie schorzenia. Jeśli ssanie smoka nie trwa bardzo długo, to raczej nie ma powodów do obaw ( pod warunkiem, że dajecie go dziecku mądrze, nie doprowadzacie do sytuacji, w których całymi dniami chodzi trzymając go w ustach albo gdy tylko zapłacze, to od razu chcecie go nim uspokoić).  Nawet w nocy, gdy już zaśnie powinno się go wyjmować z buzi. Zdaje sobie sprawę z tego, że smoczek dla rodziców jest wybawieniem. Uspokaja dziecko ( przy okazji rodziców też 😉 ). Na początku większość chce, aby ich dzieci go ssały. Starają się i robią wszystko, żeby maluch wziął go do buzi, jednak nie każdy chce. Uważam, że nie ma co na siłę zmuszać dziecka do tego. To nawet lepiej. Na początku trochę się przemęczyć, ale później nie macie problemów z odstawieniem. Smoczek jest najlepszym przyjacielem dziecka, uspokaja je. Nie może być jednak traktowany jak lek na całe zło. Nie może być dla dziecka sposobem radzenia sobie ze stresem. Każdy rodzic powinien znaleźć sposób na uspokojenie swojego malucha.

Skupmy się teraz na tym jak go wyeliminować. Tak jak pisałam wcześniej, niech dziecko nie chodzi z nim całymi dniami ( najlepiej jak na początku zrezygnujecie z dawania go w dzień). Przede wszystkim starajcie się zająć czymś dziecko, tak żeby o nim zapomniało. Gdy jest to niemowlę najlepiej odwrócić jego uwagę śpiewając, czytając książeczki, przytulając się. Ze starszym dzieckiem warto na ten temat dużo rozmawiać. Tłumaczyć, że smoczki są dla małych dzieci. Dobrze jest kupić książeczki o pożegnaniu ze smoczkiem i często dziecku czytać. Zdarza się, że maluch sam z niego rezygnuje. W takiej sytuacji należy wykazać się konsekwencją. Jeśli dziecko powiedziało, że nie chce już smoka, a w chwilach załamania chce go z powrotem starajcie się nie ulegać, tylko wytłumaczyć, że smoka już nie ma, że został wyrzucony do śmieci. Tak było w przypadku mojego podopiecznego. Ze względu na to, że jest to bardzo wrażliwe dziecko wszyscy staraliśmy się, aby pożegnanie ze smoczkiem odbyło się bez niepotrzebnego stresu dla niego. Udało się. Było dużo rozmów i tłumaczenia. Na początku zrezygnowaliśmy z dawania mu smoka w dzień. Gdy dochodziło do sytuacji, w których mały płakał, bo się np. uderzył lub miał gorszy dzień po prostu przytulaliśmy go, dawaliśmy jakąś maskotkę i szybko odwracaliśmy jego uwagę ( ważne, żeby smok nie był na widoku!).
Po jakimś czasie sam doszedł do wniosku, że smoka już nie potrzebuje i wyrzucił go do śmieci. Oczywiście było kilka chwil zwątpienia i chciał go z powrotem, jednak dzięki naszej konsekwencji udało się problem rozwiązać ostatecznie.

Odstawiając dzieci od smoka zawsze starałam się z nimi dużo rozmawiać i tłumaczyć, dlaczego nie powinny już go używać. Najważniejsze jest to, żebyśmy nie wyśmiewali dziecka, nie krzyczeli na nie i nie zawstydzali go. Takie metody przynoszą odwrotny skutek.  Jeżeli sama rozmowa i tłumaczenie nie pomagają, możemy zacząć stopniowo obcinać smoczek, mówiąc dziecku, że jest już stary i zużyty. Znam rodziców, którzy maczają smoczki w soku z cytryny, w soli, w occie i to podobno pomaga. Wiem, co sobie teraz myślicie, ale jak to powiedziała mi pewna mama, która była już załamana tym, że jej trzyletnia córka nadal używa smoka i która zastosowała jedną z tych metod: „cel uświęca środki”. Możecie również dziecku zaproponować wymianę. Kupicie jakąś zabawkę i w zamian pozbędziecie się smoczka. Jeśli Wasz szkrab ma młodsze rodzeństwo możecie poprosić, aby oddał go siostrze lub bratu.

Syn moich znajomych zrezygnował ze smoka mając ponad trzy lata. Był moment, kiedy w wieku ok. dwóch lat tylko z nim spał i już wszyscy mieli nadzieję, że niebawem zupełnie się go pozbędzie. Niestety. Przez brak konsekwencji nastąpił regres. Rodzice za każdym razem, gdy tylko zaczynał płakać od razu wkładali mu go do buzi ( a wcale się o niego jakoś szczególnie nie dopominał). Doszło do sytuacji, w której w ciągu dnia też trzymał go w buzi. Co prawda udało się smoka pozbyć, jednak mały zaczął seplenić.

Najlepiej jest odstawić dziecko od smoczka jak najwcześniej. W sytuacjach kryzysowych spróbujcie przytulenia, wyciszenia lub dajcie maskotkę, w którą mogłoby się wtulić. Być może w Waszym przypadku te metody od razu zadziałają 😉

A jakie są Wasze doświadczenia ze smoczkami? 🙂